Suchacz.Eu - portal Stowarzyszenia Suchacz TAKA Wieś


Nawigacja

Random Photo

Galerie zdjęć:

name

Content


Przetłumacz stronę


PayPal

Zegar

Pogoda

name

Content

Kalendarz

<< Maj 2019 >>
Po Wt Śr Cz Pi So Ni
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    

Reklama

Jeśli nie życzysz sobie aby jakiekolwiek dane w postaci obrazu lub tekstu były kojarzone z Twoją osobą możesz wystąpić za pośrednictwem poczty elektronicznej (msj@post.pl) lub telefonicznie (601 912910) o ich skasowanie. Zlecenie takie nie wymaga żadnego uzasadnienia.

Kosimy boisko

Kosimy boisko

Dziś tj. 2 lipca br. odbyła się w Suchaczu wielka akcja pn. "Boisko", czyli ciąg dalszy koszenia murawy. Uczestniczyli: Kasia Rogowska, Piotrek Puk, Ola Simińska, Marta Lewandowska, Tomek Przespolewski, Justyna Cebula, Marta Przespolewska, Krzysztof Wiącek, Monika Jarkiewicz i Tomek Cebula. Słowa podziękowania należą się także Panu Leszkowi Lebiodzie, za skoszenie terenu przyległego do świetlicy wiejskiej. 

Wszystkim ww ogromne podziękowania składa Sołtys z Radą Sołecką. 

 

Zobacz zdjęcia: Kosimy boisko

 

msj

awaria wody

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

 

Jest niezidentyfikowana jak do tej pory awaria wody obejmująca spory obszar terenu nie tylko naszej gminy! Trwa ustalanie przyczyny. Należy się spodziewać, że przerwa w dostawie wody może potrwać kilka godzin.Tym bardziej, że także w Suchaczu nastąpiła awaria wodociągu. 

Tramwajem nad morze

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Samochodowe wyścigi górskie

Samochodowe wyścigi górskie

 

Nawet dla entuzjastów sportu samochodowego i dla historyków automobilizmu zaskakująco brzmi informacja, że samochodowe wyścigi górskie były rozegrane trzykrotnie (17 sierpnia 1924, 16 sierpnia 1925, 21 sierpnia 1927) i miały swą bazę w Kadynach.

 

Trasa Cadiner Rennen miała 3 km i prowadziła z Kadyn do Pęklewa (Cadinen-Panklau); chodzi o obecną drogę wojewódzką 503 na odcinku Kadyny-Nowe Pęklewo. Kręte drogi przez pagórki Wysoczyzny Elbląskiej w rejonie Tolkmicka i Kadyn były zresztą wykorzystywane jako odcinki specjalne w paru ogólnopolskich rajdach na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX w.

W Elblągu już od wczesnych lat XX w. działał Automobilklub Zachodniopruski (Westpreussiche Automobilklub Elbing) i to właśnie stowarzyszenie było zapewne organizatorem zawodów. Ale można też zaryzykować tezę, że (niezależnie od organizacyjnej funkcji elbląskiego klubu) wyścigi w Kadynach były rozgrywane z inspiracji rodziny Komnick, do której należały działające w pobliskim Elblągu w latach 1907-1927 ważne dla regionu zakłady Automobilwerke F. Komnick AG, Elbing. Była to fabryka maszyn rolniczych, ciężarówek i autobusów, ale produkowała również samochody osobowe – wytrzymałe i dobrze dostosowane do kiepskich dróg w Prusach Zachodnich i Wschodnich. Dobre wyniki sportowe w oczywisty sposób mogły nie tylko potwierdzać walory aut, ale zarazem promować elbląskie pojazdy i budować prestiż ich producenta. I właśnie auta Komnick zwyciężyły w tych sierpniowych kadyńskich wyścigach w 1924 (kierowca Otto Komnick) i w 1927 (Hans Komnick). Zwłaszcza Otto Komnick to ważna postać sportu samochodowego. Był synem Franza, założyciela i właściciela zakładów. Zasłynął m.in. jako zwycięzca rosyjskiego wyścigu Petersburg-Sewastopol (1911) i rajdu Petersburg-Ryga-Warszawa-Moskwa (1912).

Z kronikarskiego obowiązku trzeba dodać, że zwycięzcą edycji z roku 1925 był Hans Zelmer w samochodzie Steiger 10/50. Czy prawem serii odbył się również kadyński wyścig w 1926? Nie znaleźliśmy w archiwach potwierdzenia tych zawodów, ale kto wie – może kiedyś uda się jeszcze udokumentować tę imprezę. Natomiast źródła niemieckie podają uzupełniające dane o wyścigu w roku 1927. Otóż te zawody stanowiły prawdopodobnie jedną z prób wyścigu drogowego, prowadzącego z Kadyn przez Wysoczyznę Elbląską w stronę Żuław, potem z powrotem przez Elbląg, Pogrodzie i Tolkmicko do Kadyn. Pętla miała 177,6 km i była określana nazwą „Nürburgring Wschodu”, nawiązującą (nieco na wyrost) do otwartego kilka miesięcy wcześniej toru wyścigowego Nürburgring w Górach Taunus. Klasyfikację generalną tego wyścigu wygrał Franz Todtenhöfer w belgijskim aucie Minerva. Triumfator był przedsiębiorcą z Królewca, współwłaścicielem dużej firmy produkcyjno-handlowej (m.in. rowery, motocykle, maszyny do pisania i do szycia, salon samochodów Opel).

 

(fragment książki, która ma ukazać się jako ósmy tom serii wydawniczej „Biblioteka Auto Klubu Dziennikarzy Polskich”)

 

Info. Grzegorz Chmielewski, Kraków 



Pani burmistrz...

Pani burmistrz...

Ulica Cegielniana w Suchaczu jest drogą gminną. Zapomnianą raczej, bo jak widać na fotografii, oba pobocza nie są wykoszone, co przy i tak małej szerokości jezdni znacznie utrudnia ruch kołowy. Problem był zgłaszany, ale jak widać jest to wciąż ogromny kłopot, z którym urzędnicy gminy nie mogą sobie poradzić. Może potrzebna jest interwencja do burmistrza?

 

msj

Ta nagroda Jej się po prostu należała!

Ta nagroda Jej się po prostu należała!

Po serii nagród i wyróżnień, jakie ostatnio przyznano Marlenie Szulc ze Świetlicy Wiejskiej w Suchaczu, w środę 17 bm. miłą niespodzianką było specjalne uhonorowanie, jakim obdarzyli ww. rodzice i przyjaciele. Była to chyba najbardziej sympatyczna i miła nagroda, bo otrzymana z rąk najbliższych współpracujących na co dzień ludzi. To podziękowanie to w końcu tylko skromny wyraz wdzięczności i podziwu dla Marleny, która zajmuje się dziećmi i jest świetną animatorką działalności świetlicy. Inicjatorami tego serdecznego wyróżnienia były: Ewa S., Ewa J., Judyta P., Magdalena B., Agnieszka W., Marta P., Marta L., Ola W., Justyna C., Honorata C., Joanna B., Kasia R., Monka J, Aleksandra G., Barbara M. i Jolanta H.

Jednym słowem: ta nagroda Jej się po prostu należała!

 

Sylwester M. Jarkiewicz

Odpady

Odpady

 

Odbiór odpadów wielkogabarytowych 

20 bm. (sobota) 

Sołectwo Suchacz

Ceryfikat po ośmiu latach

Ceryfikat po ośmiu latach

Osiem lat temu  przesłano w paśmie 23 cm w kierunku Księżyca namalowane ręcznie przez dzieci  obrazki, które po odbiciu od naszego naturalnego satelity powróciły na Ziemię. W eksperymencie tym wzięły udział dzieci z Polski i Holandii. Jednym  z nich był 8-letni wówczas Korneliusz Jarkiewicz, uczeń miejscowej szkoły podstawowej. Na pamiatkę tego wydarzenia 15 czerwca 2020 r. (!) każdy z uczestników tego doświadczenia otrzymał  pamiątkowy Certyfikat. Rysunki dzieci przebyły  ok. 800.000 km w ciągu ok. 2,5 sekundy. Trwało to bardzo krótko, ale na Certyfikat trzeba było czekać aż 8 lat!   

 

 

 

 

 

 

 

Na Księżyc i z powrotem

 

Jak rysunek 8-letniego Korneliusza z Suchacza przebył drogę ok. 800.000 km?


 

 

 

Obrazy: mon05.jpg

 

 

ramach obchodów Międzynarodowego Miesiąca Astronomii  (Global Astronomy Month), w kwietni 2012 r. odbyło się wiele ciekawych imprez o charakterze popularnonaukowym. Ich celem było przybliżenie problematyki kosmicznej, w tym pokazania osiągnięć współczesnej astronomii. Jednym z takich interesujących akcji, którego pomysłodawczynią była włoska artystka  Daniela de Paulis był eksperyment VisualMoonBounceprzeprowadzony 28 kwietnia 2012 r. Polegał na wysyłaniu (drogą radiową) w kierunku Księżyca obrazów wybitnych malarzy i młodych pasjonatów astronomii i po odbiciu od naszego satelity rejestracja ich jakości w różnych częściach świata.

 

 

Dla realizacji tego zadania wykorzystano sprzęt radioamatorski oraz fachową obsługę złożoną z doświadczonych krótkofalowców z Holandii (Zespół Klubu PI9CAM) i Polski (Kłodzka Grupa EME). Technika prowadzenia łączności radiowych za pośrednictwem Księżyca tzw. EME (sktrót od: Earth-Moon-Earth) stosowana jest przez radioamatorów od wielu już lat. Dzięki niej możliwe są łączności prowadzone na falach ultrakrótkich z odległymi stacjami na całym świecie. Operacja taka wymaga przede wszystkim dobrej anteny „potrafiącej” bardzo precyzyjnie śledzić ruch Księżyca po jego skomplikowanej orbicie. Sygnał radiowy wysłany z Ziemi pokonuje odległość ponad 350.000 km, odbija się od Księżyca i ponownie wraca (po ok. 2.5 sek) na Ziemię. Razem więc pokonuje łącznie blisko 800.000 km.  Kąty padania wiązki radiowej powodują, że powrotny sygnał odbierany może być w różnych miejscach naszej planety. Do niedawna do prowadzenia takich łączności wykorzystywano tylko kod Morse’a. Obecnie możliwe jest nadawanie fonią, a także wysyłanie nieruchomych obrazów. Ta ostatnia technika nosi nazwę telewizji wolnoanalizującej - SSTV (ang. Slow Scan TeleVision), gdzie odświeżanie każdego obrazu trwa około 8 minut. I ta właśnie emisja wykorzystana zostałą podczas kwietniowego eksperymentu  VisualMoonBounce.

 


 

 

Obrazy: mon04.jpg  Obrazy: mon03.jpg

 

Antena radioteleskopu w Dwingloo (Holandia)                   Kornelisz (9) autor  rysunku "Autoportret"  

 

 

 

W kierunku Księżyca wysłano m.in. 31 obrazów prac plastycznych, zgłoszonych w ramach specjalnie zorganizowanego międzynarodowego konkursu Fundacji Challanger Polska i ogólnopolskiego konkursu „Lecimy na Księżyc” - poprzedzających całą akcję. Obrazki wysyłane były przez krótkofalowców z Polski i Holandii, a odbierano je przy pomocy m.in. 25-metrowego holenderskiego radioteleskopu w Dwingeloo i 32-metrowego radioteleskopu w Piwnicach pod Toruniem.      

 

 

Jednym z obrazów wysłanych w kierunku Księżyca i odebranych ponownie na Ziemi był rysunek 8-letniego Korneliusza Jarkiewicza ze Szkoły Podstawowej i Oddziału Przedszkolnego im. Kaprów Polskich w Suchaczu. Jego rysunek pt. „Autoportret” wykonany był prostą techniką - ciemnym flamastrem na białej kartce papieru. Chodziło bowiem o uzyskanie odpowiedniego do elektronicznego przetworzenia dla potrzeb emisji SSTV kontrastu obrazu. Obrazek w relacji Ziemia-Księżyc-Ziemia  pokonał dystans niemal 800.000 km. Jego jakość różni się nieco od oryginału, ale po powrocie na Ziemię w dalszym ciągu był doskonale czytelny. 

 

 


 

Obrazy: mon01.jpg      Obrazy: mon02.jpg

 

Oryginał rysunku Korneliusza pt. "Autoportret"                                               Ten sam obraz po przebyciu 800.000 km 

 

 

 

 

Sylwester M. Jarkiewicz, sp2fap             


80. rocznica

80. rocznica

Dziś tj. 14 czerwca 2020 roku mija 80. rocznica pierwszego masowego transportu więźniów do niemieckiego obozu koncentracyjnego  w Oświęciumiu. Wśród osadzonów wtedy znalazł się Tadeusz Podleżański, który po wyzwoleniu zamieszkał w Suchaczu przy ul. Klonowskiej. Przypomnijmy krótką historię tego Człowieka, który przeszedł niewyobrażalne męki w niemieckiej niewoli.  

 

 

Tadeusz Podleżański, nieżyjący już mieszkaniec Suchacza, był jednym z pierwszych więźniów niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Auschwitz. Trafił tam pierwszym transportem i otrzymał obozowy numer 695.

Tadeusz Podleżański urodził się 28 sierpnia 1912 roku we Lwowie.  Dzieciństwo i młodość spędził w Przeworsku koło Jarosławia. Gdy wybuchła II wojna światowa, Już jako porucznik kawalerii był dowódcą szwadronu w 27. Pułku Ułanów w Brygadzie gen. Władysława Andersa. Na południu Polski dostał się do niemieckiej niewoli i więziony był w Tarnowie. Stamtąd, 14 czerwca 1940 roku  wywieziony został z pierwszym masowym transportem do KL Auschwitz. Otrzymał tam numer obozowy 695. W obozie Oświęcimiu przebywał do 1942 roku. Stamtąd przeniesiony został do  KL Gross-Rosen, gdzie przetrzymywany był do zakończenia wojny. Jednym z najtragiczniejszych etapów w losach więźniów kompleksu Gross-Rosen była zarządzona pod koniec wojny ewakuacja. Uwięzionych postanowiono przenieść do obozów na terenie Rzeszy: m. in. do Buchenwaldu, Bergen-Belsen i Flossenbürga. Jeden z więźniów, Zew Weinret tak to wspominał: "Wobec zbliżającej się armii sowieckiej ewakuowano nas w kierunku Trautenau. Ponieważ Rosjanie odcięli nam drogę musieliśmy się cofać. Dużo ofiar w drodze, gdy ktoś nie mógł nadążyć strzelano go. Nieopisany głód. Za 'zorganizowanie' buraka strzelano. W Trautenau załadowano nas po 120 do wagonów. Nie mieliśmy chleba ani wody. Dantejskie sceny. Ludzie dostawali ataków furii, rzucali się na siebie gryźli się wzajemnie, w obłędzie wyskakiwali z pociągu. Po tygodniu tej piekielnej jazdy przyjechaliśmy do Flossenbürga. Na stacji wyrzuciliśmy z wagonów góry trupów, skrzywionych, zsiniałych, pogryzionych, niepodobnych do ludzi".   

Do Suchacza Tadeusz Podleżański trafił wraz z grupą osadników. Wraz z żoną Haliną, żołnierzem AK i synami mieszkał i pracował aż do śmierci (24 czerwca 1964 r.). Do dziś sąsiedzi i znajomi wspomniają Ich niezwykle serdecznie.     


Sylwester M. Jarkiewicz

 

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i tekst

Wygenerowano w sekund: 0.88
29,618,949 unikalne wizyty